poniedziałek, 25 czerwca 2018

Prawdziwa Katastrofa!


ilustracja do książki "Pan Kuleczka. Skarby" Wojciecha Widłaka

Kto czytał komcie pod poprzednim postem ten wie-  nie było łatwo wybrać zwycięzców. Wiele wypowiedzi poruszyło moje serce i inne organa, szarpnęły przeponą.

Zdecydowałam przyznać dwie główne nagrody.
Książkę z naklejkami i oryginalną Katastrofcię dostanie koleżanka a. która napisała:



A – Absolutna tajemnica ( czyli szereg katastrof nie do zdradzenia)
B – bardzo szybki powrót z Olsztyna do Warszawy taksówką za ciężkie pieniądze po telefonie z pracy „masz na zajęciach dziś 20 osób zapisanych”… i udawanie, że pamiętam o zajęciach i będę oczywiście na czas.
C - całą noc przed spotkaniem autorskim pisać „Monika Szumowska, Monika Szumowska, Monika Szumowska nie przedstaw pani Małgorzata Szumowska” i oczywiście … i co? I poszło : Gościmy dziś panią Małgorzatę Szumowską
D – dzień przed maturą pójść na wernisaż, trzymać kieliszek wina i natknąć się na panią dyrektor szkoły.
E – entliczek pentliczek – czyli zdolność do zapętlania wszystkiego
F – faux pas – moje drugie imię
G – głupiego telefonu używać. Sms „pracuję nad swoją punktualnością” zmieniony na „pracuję nad swoją seksualnością” wysłany. Do osoby wcale nie bliskiej.
H – nienawiść do h i ch i publicznego zapisywania wyrazów z tą literą
I - i to nie koniec
J- Joga, pierwsze zajęcia, dziwna niepasująca rozgrzewka, po 20 minutach okazuje się, że to Judo a nie Joga.
K – katastrofa moje trzecie imię
L – Sporządzanie listy zaproszonych gości i Passend zamiast Passent (śni mi się to po nocach do dzisiaj a minęło jakieś 5 lat, dodam, że nazwisko dobrze mi znane od zawsze)
Ł - łyżwy ukochane zostawić w autobusie
M – Mama – wysłać życzenia na dzień matki 26 kwietnia wieczorem z przeprosinami, że tak późno.
N- nie dodzwonić się do kogoś i nagrać mu na pocztę głosową coś czego absolutnie i pod żadnym pozorem nie powinien usłyszeć.
O – olbrzymią siatę prezentów gwiazdkowych dla krewnych i znajomych królika zgubić. ( dzień przed wigilią)
P – pojechać do Płocka na wystawę o Agnieszce Osieckie z tym że wystawa zakończyła się miesiąc wcześnie.
R - rower zgubić, zapomnieć gdzie się go zostawiło i już nigdy nie odnaleźć
S – Spytać o drogę do morza w mieście gdzie tego morza zupełnie nie ma.
T – Tort urodzinowy na prowadzonej imprezie wnosić pełnym głosem powiedzieć „Zuziu, pomyśl sobie życzenie…” i usłyszeć od koleżanki „To nie jest Zuzia, Zuzia siedzi tam”
U – Urwany film – po silnych lekach nasennych napisać maila do pani promotor. ( to nie był zrozumiały mail, na szczęście pan doktor cudownie wyrozumiała)
W - wejść do autobusu z pełnym workiem na śmieci
Z - Zapominanie… miliard „zapomniałam” i pożarów mniej lub bardziej ugaszonych

Justyna B. wedle zasady, kto ma, temu będzie dodane, stanie się właścicielką tej oryginalnej Katastrofy:



Mam mnóstwo katastrof na swoim koncie! Na przykład gdy tańczyłam na balu maturalnym, na który założyłam złote pończochy mojej mamy - nie mając bladego pojęcia, że jest do nich potrzebny pas. W czasie chodzenia jakoś się trzymały, ale przy podskoku spadły. Obie na raz. Albo gdy upiekłam ciasto z rabarbarem dla miłości mojego życia (która trwała jakieś dwa tygodnie, też było to wieki temu) i wsypałam do niego resztkę mąki z milionem wołków. One zaczęły się ruszać, więc je starannie odławiałam. Trwało to wieczność. Ciasto upiekło się pięknie (na wszelki wypadek postanowiłam go nie tykać). Zaniosłam je na próbę przedstawienia teatralnego, gdyż mój wybranek - podobnie jak ja w owym czasie - należał do amatorskiej trupy. Położyłam na krześle (bo stołu w sali prób nie było). I gdy ten przepiękny mężczyzna, mój ukochany, wygłosił swoją kwestię: "Więc pytam, skąd tyle tej krwi? Skąd tej czerwieni diabelskiej tyle?!" - postanowił chwilę odpocząć (deklamowanie jest wyczerpujące) i klapnął na krzesło. Wiadomo, które. Największą katastrofą jest jednak to, że dziś, po 30 latach nie poznaje mnie na ulicy. Inna katastrofa, większa od dwóch poprzednich: gdy w "wypożyczonym" od znajomego znajomego (którego osobiście nie znałam) mieszkaniu w Paryżu postanowiłam poćwiczyć jogę. A że było bardzo gorąco, robiłam to na golasa. I nagle zachrzęścił klucz w zamku... Nie, to zbyt straszne, nie powiem do końca, ale możecie sobie wyobrazić. Inna wtopa: wątróbka w sosie malinowym podana bardzo eleganckim gościom (postanowiłam skopiować potrawę podaną mi kiedyś przez kucharza w Wersalu). Okazało się, że ona nie znosi wątróbki, a on ma uczulenie na maliny. Tak, dziś przyznaję sama, że to było ryzykowne danie. Ale chyba nic nie przebije poczucia klęski i wstydu, którego doznałam w wieku 15 lat, gdy mój młodszy braciszek Karol (rudy) wszedł do pokoju, gdy kolega mi tłumaczył matematykę i oświadczył: Ale wiesz, że ona to umie? Ona się tylko w tobie kocha...

Och, jeszcze kiedyś zgubiłam kubek z kawą w mieszkaniu (dosyć często mi się to zdarza). A gdy wybiegłam do pracy, to okazało się, że schowałam go do torebki.

A - no i to jest cudza gafa. Pewna pani sekretarka w Centrum Olimpijskim dostała do wydrukowania nazwiska i adresy na koperty z zaproszeniami na bardzo elegancką imprezę. Miały dotrzeć do ministrów, dawnych olimpijczyków, celebrytów, itp. itd. Z tym, że przy pierwszym podjeściu coś się nie chciało napisać czy wydrukować i ona zrobiła wersję próbną na "Marzannę Dziubdziulińską" (tak se wymyśliła). Maszyna się odblokowała, wszystko pięknie się wydrukowało a potem wysłało pod wskazane adresy, tyle że przed każdym (właściwym) imieniem i nazwiskiem była ta Marzanna Dzubdziulińska. I tak: Marzanna Dziubdziulińska Prezydent Bronisław Komorowski, Marzanna Dziubdziulińska Zbigniew Boniek - i tak dalej.


Wszyscy uczestnicy konkursu niech przyjmą wirtualne uściski- takie do wytrzeszczu!


16 komentarzy:

  1. Wznosze toast I zakaszam maslem goryczy 😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się niewyobrażanie ogromnie. Pierwszy raz w życiu katastrofy przyniosły szczęście...i dziękuję wszystkim za opowieści, poczułam się jak w grupie wsparcia, eureeeka ktoś zrozumie. "Mam na imię Ania i ciągle mi się coś przydarza, od tygodnia udało mi się nie spóźnić.... " wdzięczna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się bardzo, baaaaaaaaaardzo! I dziękuję wspaniałej malarce!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo!
    Trudno uwierzyć, że można zazdrościć innym obciachów ale tak jakby na to wychodzi!

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje gratulacje dla zwycięzców.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje. I serdecznie dziękuję. Ściskam wszystkie siostry;-) Lecę sprawdzić czy mam Skarby. To ważne przed wakacyjnym spotkanie z branicą i bratankiem! Będą mi musieli wyrywać.

    OdpowiedzUsuń
  7. I znowu zjadłam literę "spotkaniem".
    To jak tu zajmuję miejsce. To chciałam uściślić, że gratuluję nie samych katastrof, a umiejętności pieknego ich opisania. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Piekne katastrofy - i te malowane i te popelnione! I z jednej strony jak tak czytam to zaluje, ze moja slabowita pamiec nie potrafi przywolac na zadanie takich wydarzen z mojego zycia, bo gdyby umiala, to Katastrofe zgarnelabym jak nic! Bo czytam i co chwile wolam w duchu "Tak! Znam to!" "To tak jak ja!" "O matko, nie jestem sama!"
    Ale z drugiej strony, to moze to niezwykly akt troski o mnie ze strony mojej pamieci? ;)))

    W kazdym razie po przeczytaniu tych wszystkich wyznan czuje sie o wiele razniej, ze sa nas miliony :D I za to bardzo dziekuje :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DroGi d-w-buraczkach! I ja, i ja miałam poczucie wspólnoty i siostrzeństwa. i braterstwa( ROWERY:o))). Podsunęłam lekturę Panu Sierotce żeby unaocznić mu, że wcale nie ożenił się z największą trąbą półkuli północnej, która ciągle wpada w tarapaty, jest nas więcej!

      Usuń
  9. Serdeczne gratulacje! Aż mnie ściskało w dołku jak czytałam, normalnie rollercoaster w fotelu!
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, że nie na temat:
    Rozwiązanie problemu z powiadomieniami o komentarzach tu: https://forum.blogowicz.info/topics105/blogger-blad-powiadomienia-email-o-komentarzach-przestaly-dochodzic-vt11409.htm#111562

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! dzięki serdeczne. Czynię sugerowane kroki.

      Usuń
    2. U mnie zadziałało. W ustawieniach bloggera, w E-mail.

      Usuń
    3. Hmmm, a u mnie nie. Wykasowałam adres, zapisałam zmiany, po czym wpisałam adres, zapisałam zmiany i nic.

      Usuń
  11. Serdeczne gratulacje! I dziękuję za te miłe chwile lektury i poczucie Katastroficznej wspólnoty :-)

    OdpowiedzUsuń