Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gałczyński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2025

Płyniemy na Wyspy Szczęśliwe

Zapraszam Was w środek sierpniowego upału, do Arkadii Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W Leśniczówce Pranie powstały (jak dla mnie) jego najpiękniejsze wiersze.














"Kronikę Olsztyńską i inne zielone wiersze" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
wyda Oranżeria Kultury w Lidzbarku Warmińskim. Tamże w lipcu będzie można zobaczyć oryginalne ilustracje. Planowana jest też plenerowa ekspozycja w Leśniczówce Pranie.


A jeśli chcecie zobaczyć, jak bawiły się dzieci na warsztatach plastycznych w Radzionkowie, zajrzyjcie >>>tutaj


 



poniedziałek, 3 marca 2025

W sadzie

Wytęż wzrok i znajdź jak najwięcej szczegółów, którymi różnią się te dwa obrazki:


 


można też spojrzeć na sytuację z zupełnie innej strony:



piątek, 4 lutego 2022

Złoto!

Jak widać na załaczonych obrazkach, nie jest to bynamniej czyste złoto.
Od stołu do pracy, odchodzę przeważnie z pomalowanymi rękawami, kolorowymi piegami, i budzącą grozę ciemną zielenią za paznokciami.
Organizatorka pleneru w Krasnobrodzie- Grażyna Szpyra zadała nam bardzo inspirujący temat: "Cztery pory roku w poezji polskiej".
Ja się skupiłam na złotym, późnym lecie. Inspiracją była "Kronika Olsztyńska" Gałczyńskiego.
A tu przesiadka z komórowych fotek z ręki na skaner.
Jeśli chodzi o detale pejzażu i szpaczego stada zainspirowała mnie fotka Jerzego Rajewskiego z >>>Klimatów Podlasia. Cudne foty, mówię Wam- idźcie popasać oko.
A tu moment przed wieczorem, kiedy tafla jeziora wygładza się do lustrzanej gładkości, i dzieją się takie fraktalowe, bursztynowe, hipnotyczne czary- mary z odbiciami.
Podpisałam "Poezja" gdyby się ktoś nie zorientował.

środa, 2 lutego 2022

Wyspy szczęśliwe czyli- jak taplałam się w zieleni.

Miałam rozumiecie taką w i z j ę, że rozmazuję odbicie w wodzie jednym płynnym ruchem gumy do zbierania piany z mytych okien. No i rzeczywiście jednym płynnym ruchem zalałam farbami oryginał, stół, papiery leżące opodal, oblałam siebie aż po skarpetki, i spory kawałek podłogi. Takiej wiecie najbardziej wydeptanej, z której zszedł lakier. Świetnie, trwale chłonie barwnik powiem Wam.
Marzenia o jednym płynnym ruchu zaniosłam do łazienki razem z wyjątkowo zieloną gumą do mycia okien, ciuchami do prania i dalejże wesoło zaczęłam psuć papier. Czyli eksperymentować. No i powiem Wam, że takie żółte, plastikowe szpachelkI ze sklepu budowlanego i owszem w malarskiej taplaninie- sprawdzają się.
Chlorofiluńciu- jak ja tęsknię za Tobą!