Ta opowieść zaczyna się jak wiele poprzednich:
Kopałam zacięcie, szukając oczywiście czegoś zupełnie, ale to zupełnie innego... aż tu nagle, między szpargałami natrafiłam na taką oto szmatkę. Pierwszą jaką uszyłam, całe lata temu. Od firmy, która produkowała albumy fotograficzne (po tym poznać można, jak zamierzchła to historia) dostałam zamówienie na dwie okładki "dziecięce". Akurat odebrałam od krawcowej ciepłe sukienki do pracy skrojone z ikeowych kraciastych koców i został mi worek rozkosznie kiziatych, ścinków w dźwięcznych gamach. Więc zamiast malować- uszyłam.
Zamawiający projektów nie kupił, wybrał jakieś inne malowane obrazki, niedoszłe okładki wylądowały na dnie pudła, ale było już za późno, tekstylne ziarno zostało zasiane! Byłam w mocy polarowej muzy. Zaczęłam coś ściubolić , wyszywać i powoli, powoli złożyło się to w dwie książki moją pierwszą księgę pojazdów i mój pierwszy alfabet :
no to leci alfabecik:
![]() |
Książka niby jest,ale jakby jej nie było. Nakład ciągle nie sprzedany( wiem po raportach tantiemowych), ale kupić jej nie można. Gdybyście widzieli gdzieś na mieście- dajcie znaki. Przyciągnijcie aktualne lineczki. Mam tylko pierwsze wydanie- z LektorKletta,
a Egmontowskiego, nie:o(
Poluję od 2 lat na własną książkę. Dziwne to ale prawdziwe.Leyout do obu wyszywanych książek zrobiła Dorota Nowacka. Bardzo lubię z nią pracować, obie targowe nowości Spacerkiem przez rok i Chichotnik są też zaprojektowane przez Dorotę i rzecz dziwna, za każdym razem są to inne myki i za każdym razem widać, że to jej ręka i oko
- jest klarownie ładnie i nowocześnie.
Rzadkie doprawdy połączenie:o)
No ale wracając do kamieni odrzuconych, jedna ze szmatek dostała drugie życie:
I na wernisaże- do loteryjek.
Już niedługo ( 15.11.16) użyję sobie na wystawie w Poznaniu.
Jakieś pomysły co zrobić z drugą- niebieska szmatką z napisem album foto- coś poza- najlepiej wyślij ją mnie?
Format tego ponadczasowego dzieła to +/-40x20cm :o)















