SZAL nr1.
W ustawce udział wzięli:
polar, a konkretnie kawałek koca Ikea
kwiatki marki Jarecka
ja- która chciałabym nowy płaszcz, ale - no cóż, może być i nowy szalik...
SZAL nr.2
Mówię Wam, co to był za szalik. Lżejszy od powietrza. Moherowa mgła. Błękitna rapsodia . Gershwin właśnie jego miał na myśli.
Spotkaliśmy się (z szalikiem nie z Georgiem) w sklepie Kop-ciuszek. Miłość od pierwszego wejrzenia. Przycisnęłam do łona, i z determinacją gracza rugby ruszyłam do kas. Ha! 5zeta. Cudowny. Cu-dow-ny. Po czym postanowiłam go wyprać w 30', w ultradelikatnym płynie do niemowlęcych gatek. I co? Wyjęłam z pralki zbite pofałdowane nieszczęście o konsystencji PRLowskiej tektury.
udział wzięli: szalik PO praniu
kwiatki marki Budka
polar na spód, bo nic tak nie gryzie jak mohair
SZAL nr.3
Kop-ciuszkowy szalik z drobnych pomponów. Trochę sprany unikat.
Do robienia pomponów niezbędny jest dobry audiobook,albo nadludzkie pokłady cierpliwości. Ja wybrałam pierwszą opcję.
Przydają się też plastikowe narządy do robienia pomponów i wełna.
Podobno normalni ludzie robią pompony z resztek.
Ja tam nie wiem, stosuję inny system. Zamawiam sześćset motków i nie mam na płaszcz...
po lewej-pompon po strzyżeniu.
Zimę mamy z gatunku malowanych pokusiŁam się więc o pierwszą w swoim życiu grafikę KOMPUTEROWĄ.

























