Szukając zeszłorocznych fotek z lalą dla Elizy znalazłam zdjęcia SMOKA, którego razem z
Agnieszką Żelewską uszyłyśmy na warsztaty z dziećmi we Włoszech.
Agnieszka szyła smocze cielsko, ja głowę i łapy.
Wyszedł nam, nie chwaląc się chłopak o bogatym wnętrzu!
Miał bowiem dziurę w przełyku i można było wkładać i wyjmować tam różne przedmioty: klocki , klucze, małe piłki, guziki, miśki. Dziecki na macanta zgadywały co tam jest, a potem wyjmowały.
Tu jeszcze smok nie udreczon pod włoskim uczniakiem. Cały, czysty, zrelaksowany. Ufnie uśmiechnięty
Miał wszystko to co szanujący się gad mieć powinien: piękne kolce
dzwoneczek w ogonie
hipnotyzujące spojrzenie.
ja natomiast miałam dziurę w palcu od igły
Oto gadzina w pełnej krasie.
Leży sobie w holu Palazzo Ducale w Genui i nie wie co go czeka.
Kawałek smoczej paszczy spod tyłeczka cherubinowi wystaje.
W smoczym brzuchu też były schowanka, a cielsko podzielone było na części.
Segmenty smoka można było łączyć rzepem...
...albo tłuc się nimi gdzie popadnie. Wygrywała raczej ta druga opcja.
Dzicy ludzie Proszę Państwa!
Dzikusieńcy!