niedziela, 31 lipca 2022

Panna dziewanna.

Rzadko to  się to zdarza, ale akurat panna dziewanna bywa wyższa ode mnie. Chcę Wam pokazać proces powstawania portretu takiej jednej, dumnej i wysokiej, którą spotkałam na Warmio-Mazurach.

No to lu. Najpierw tło, najlepiej nasycone, ciemne, żeby ładnie rysowały się na niej kontrastowe tony: 


Zieleń dziewanna ma przykurzoną, w złamanych, ciepłych odcieniach


gama całości jest>>> mniej więcej taka


Zrobiłam kilka dokumentalnych filmików. To, co tak niepokojąco bimba w dolnym rogu, to sznur od słuchawek. 


Maluję przeważnie pędzlami, ale bywa że w ruch idą palce...

...albo patyczki do uszu. Do tych pączko- gruzełków, jak znalazł.


Tak wygląda finał:

No prawie, bo jakoś łysawo, drętwo u dołu.



Ogólnie- sen szalonego cukiernika. Pa! Bądźcie zdrowi!


5 komentarzy:

  1. Rzeczywiście płomienna. Mnie się dziewanna kojarzy z osłabiający skwarem, pękającą od suszy ziemią, z samą brr... Południcą!

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak wszystko w przykurczu, omdleniu i odwodnieniu czeka na deszcz. A dziewanna w futerkowych liściach wyprostowana, ma się zazwyczaj świetnie. Bez wysiłku i pomocy stoi, na palcach chyba. Bajkowo mi po ciężkim dniu. Na receptę te zielenie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zielone niezawodne.

      Choć, dziś wieczorem poszłam w zielone, a tam kurdebele, nawet TAM wizg kosiarki, a na polu obok, pan rolnik dokładniutko, solennie opryskiwał chemią swoją plantację porzeczek. I przemiękły mi w trymiga tenisówki, skąd wniosek, że jednak mokro po weekendowych deszczach.

      Usuń
  3. Wysokie kalosze u mnie w użyciu codziennie. Na szczęście nie widuję kosiarzy;-)

    OdpowiedzUsuń