Znalazłam foty z procesu malowania
już, już wydawało mi się, że go mam, ale jednak ten kontrast żółto -granatowy zbyt nachalny i nużący, tarcza kwiatu za płaska, niewidoczny zupełnie hipnotyzujący układ pestek.... No to przemyźgałam suchym pędzlem tu i ówdzie, dosmaczyłam tło rozszerzając gamę kolorów, przemalowałam środek coś 4 razy zanim uznałam że ok:
Mam też foty z malowania malw. W tym roku w mojej wsi prawdziwy festiwal tych kwiatów, a co jedna to ładniejsza!

Malwy mi się tak ludowo kojarzą,
że zamarzył mi się dopełniający gamę pasiak.
Nie za duży, ot tak gdzieś mimochodem. Frajda użycia tej packi ze sklepu murarskiego była tak duża, że popasiaczkowałam jeszcze tu i ówdzie, o czym wkrótce...
Mam tych kwiatuchów już kilkanaście. Sama nie wiem jeszcze co z nich będzie.
Ale - co sobie pomaluję to moje.
Kocham malwy! Malwy oparte o drewnianą ścianę domu, o płot. I słoneczniki kręcące łepetynką. Dzięki za te cuda!
OdpowiedzUsuńTeraz najmodniejsze są ketmie, takie malwowe krzaki, u mnie na wsi w każdziusieńkim ogródku, przy 15 na trasie do sklepu przestałam liczyć. Najbardziej lubię klasiki, te malwowe chwiejne biczyska.
OdpowiedzUsuńUwielbiam. Niech mi się przyśnią.
OdpowiedzUsuńNiech! Wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńWłaśnie wróciłam z wakacji, gdzie przy domu rosły malwy w kolorach od cytrynowego poprzez łososiowy, różowy aż do bordowego. Patrzę, a tu u Ciebie malwy piękne, świetliste, że znów chciałoby się wrócić. No i ten słonecznik - cudo!
OdpowiedzUsuń