Dawno bajek nie było, prawda?
Józef Ignacy Kraszewski poopowiada nam trochę o Królewnie Czarodziejce.
"Co tylko chciała, to miała, ptasiego mleka jej nie brakło. Aż, gdy wyrosła, a ojciec mówić zaczął, że czas za mąż iść, wręcz mu powiedziała, że nie pójdzie za nikogo, tylKo za takiego, który od niej rozumniejszy i zręczniejszy będzie, a jej się spodoba."
"(...) nade dniem do ogródka się wsunęła, usiadła na grządce i liliją zakwitła"
Com się drodzy moi pieczątek narobiła, nastukała, papieru napsuła- to moje, ale ilustracja wyszła z tego tylko jedna.
"Drugiego dnia przez okienko otwarte królewna poleciała gołąbką po dworze, zamieszała się w stado i z ptactwem latała. A że ptaki czuły w niej innego ducha, że nie swoją im była, co się do gromady zbliżyła, stado się zaraz rozsypywało, a ona siedziała jedna."
U mnie Srólewna Czarodziejka STOI- mam nadzieję, że czytelnik wybaczy tę nieścisłość.
"Trzeciego wyprawiła, aby jej gwiazd na sznurek nanizał, do noszenia na szyi".
I co? I oczywiście nie przyniósł, sama musiała se ściagnąć. Ani chybi z jakiegoś bajecznego Allegro.
Oto cud-królewna spod pędzla >>>Dyni, prawda, że ponad poziomy wylata?
A tak w ogóle proszę państwa- to nie bajka- właśnie zaczęła się astronomiczna JESIEŃ!