piątek, 23 marca 2018

Idzie nowe

Bez..

...zbędnych słów.
























A poniżej kilka twardych dowodów dla Kaczki, że nie wkroczyłam w szeregi uberrealistów




-Wasza Myźgu-Myźgu Wasiuczyńska

niedziela, 18 marca 2018

Żółta Kredka






Poznajcie się.




To jest...


...Żółta Kredka...

Żółta Kredka-największa pierdoła wśród smoków. Zamiast zdrowych rozrywek- typu rycerze, zabawy na świeżym powietrzu woli lekturę, śpiew...


...i rysunki, siłą rzeczy dość monotonne tematycznie:


wtorek, 13 marca 2018

No to cyk!


O TYM JAK WASIUK Z TECHNIKĄ WOJOWAŁ.

W chatce pod lasem mieszkał sobie  Wasiuk ze swą starą głupawką. Zdrowi a weseli- nie wadzili nikomu.  Spostrzegł to Wasiuków nieprzyjaciel Techniką zwany i dalejże kosmatym ogonem w elektronice mieszać, brudnym pazurem  kłuć, nad starą wierną cyfrówką  sprośne czary czynić. Popsuła się aparacik, czarny ekran podglądu z żałości tylko pokazując.
Myślał Wasiuk, myślał, ale że nie był w tym zbyt mocny swoją kmiecą robotą się zajął i smoka nowego począł hodować.


Najpierw gadzią skórkę łacno na polarze wyrysował. 
Cyk! Aparatka zdjęcie jak umiała zrobiła.
Tak w ciemno, nie pokazując nikomu.


No to Wasiuk szparko skórkę smoczą wyciął i na tło bieluśkie  cisnął.
Cyk cyfryżeńka- babuleńka fotę trzasła.


Dobra nasza pomyślał  Wasiuk
i zębów a oczów gadzinie narobił. Pięknych, krzywych   a żółciutkich.


Babuleńka cyfróweńka tylko jękła.



Pioseneczki Ludu Małoposki  rzewnie nucąc, wzorki różne na smoczej skórze Wasiuk począł wyszywać.
Cyk!


Cyk!



Wasiuk kropeczki...





... paseczki, krateczki chwacko nawywijał!


Cyk, cyk!


 Wreszcie - gadzina u płota.


Cyyyyyk, wierna cyfróweczka zrobiła i z wysiłku padła.
Dobra, myśli Wasiuk  wierna głupaweczka, dzielna, zdjęć jednako już  nie wydoli.
Ze starości jej matryca bielmem zaszła, piksele bezzębnymi memła wątpiami, a i też trochę bidulina na umyśle melepeci. Jej prawo w tym wieku.


Ale jak tu ponadczasową urodę smoka w jajo zrobionego oddać?




Myślał Wasiuk tam- sam. Pójdę w świat, a radę u mądrych ludzi znajdę. Wziął tedy chleba, sera, kosturek, smoka na mocnej nici uwiązał, papierem owinął, do pudła wraził, wszystko czarnym atramentem dokumentnie na wieku opisał, przeżegnał się i ku cywilizacji ruszył.
Idzie borem, lasem, chodnik kostką Bauma wyłożony  śmieje się do chwackiego wędrowca. A auta jadą a szumią, trąbią, spaliną pierdzą- aż miło.

Uszedł drogi mało wiele, patrzy, a na dróg rozstaju dom dziwaczny stoi. A wielgi, a murowany, a okien plastikowych tele w nim niczym rubryk w picie.
Nic to, wytrzymał Wasiuk, bo  nieulękłe w nim było serce.
Trzy pary drzwi w tym wielgaśnym domu były.
Nad pierwszymi- dziw nad dziwy- napis: Ośrodek Zdrowia stoi. Podumał Wasiuk, w swą płową czuprynę się z chrzęstem podrapał. Myśli- o nie, nie tędy mię droga.
Nad drugimi drzwiami inkszy napis APTEKA na zielono świeci. Tu by pewnie jakieś antidota znaleźć można, ale że uczony był w piśmie, wiedział że w bajkach zawżdy do trzech razy sztuka. Dalej stoi a patrzy.
Aż tu taki pięknisty napis oczom jego  się ukazuje.

Mało że POCZTA to jeszcze POLSKA. No nic, myśli sobie strach, bo strach, ale pójdę! Chleb i ser  zjadł podzieliwszy z ptaszętami a myszkami polnymi , brodę płową z okruchów oczyścił, gila elegancko rękawem otarł, pas łowicki poprawił, słomiane kapce z pyłu gościńca otrząsnął, paczkę mocniej w garści ucapił- poszedł.

A tam wiadomo- potwory groźne dostępu do skarbu pilnują.
Potwór pierwszy- gorąc straszny.
Drugi- duchota.
Trzeci-  zaczarowana grupa kmieci  spode łba patrząca, co ani na pozdrowienie nie odpowiedzą, ani się ode drzwi nie odsuną, ino jak ryby jakoweś zaczarowane patrzą a patrzą.

Nic to, myśli sobie Wasiuk potem spływający, próba na mnie przyszła, ale WYTRZYMAM!
W kolejce stał a stał, a szparkie staruszeczki łokciami młócące a to po długopis a to po druki podchodzące -przetrzymał.
Przetrzymał i pacholę ruchliwe luzem puszczone, piskliwe, ciekawskie.
Przetrzymał niewiastę w dżinsie  a ortalionie 3988872 listy biurowe wysyłającą.
Wąsatego i niemytego, co panieneczkę z okienka za przepisy pocztowe rugał.

Wreszcie i  jego- Wasiuka kolej przyszła.
Mówi  odważnie -Tak, a tak,  paczkę bym ku samiuśkiej Warszawie wysłał!
A panieneczka tylko rączkami swemi bieluśkiemi stuk stuk w klawiaturkę uderzyła, mocną pieczęć na pakunku a na druczku odcisnęła, pieniądz papierkowy  chytrze wzięła, maluśkie naklejeczki na wieko  dała, paczkę ze smokiem w kąt na inne pudła cisła i różanemi swemi usteczkami powiedziała - Następny proszę.
Włożył  Wasiuk zmiętą w rękach czapkę i do swej chatki wrócił .
Głupawkę wierną swą obrządził, prądem smacznym przez czarodziejski sznureczek nakarmił i czeka.

Czeka dzień , jeden, drugi, inną robotą się zajął.
Nową aparatkę ku pomocy starej przez net zamówił.
Przyszła.
Dni mijały i noce.
Aż tu ranka pewnego w okieneczku komputera taki portret swej gadziny zobaczył. O taki:


Jaki  morał  z tej opowieści płynie?

No właśnie, może Wy mi powiecie?

poniedziałek, 26 lutego 2018

Różowo.

To ostatnia kartka z zielnikowego cyklu. Z żalem musiałam zamknąć kramik, żeby malować nową książkę, której premiera na majowych Targach Książki w Warszawie.

Książka  leśna, mocno zielona, z dużą dawką przyrody, więc przesiadka nie była BARDZO bolesna. Termin do końca lutego, więc wymęczona podwójnym maratonem wyduszam z siebie ostatnie ilustracje jak z pustej tubki pasty do zębów. No wiecie, ten etap kiedy już się wie, że   nic się nie wyciśnie, więc rozkrawa się tubkę nożyczkami do paznokci i jeździ się bezpośrednio szczoteczką po aluminiowych zakamarach .

Z tą wizją Wasiuka- rozkrawanej tuby wołowej zostawiam Was moi mili.

czwartek, 22 lutego 2018

Mleczna droga

Wiem, rewolucyjna to myśl,ale Kopernikowi też nikt nie chciał na początku wierzyć ...


A teraz uwaga, będzie POEZJA nie ma to tamto:

Wierzę, że źdźbło trawy jest nie mniej ważne, niż kunszt gwiazd,
A mrówka jest tak samo doskonała, jak ziarnko piasku i jajko strzyżyka,
A rzekotka jest arcydziełem kulinarnym dla najdostojniejszych,
A pnąca jeżyna mogłaby ozdobić salony nieba,
A najdrobniejszy staw mojej dłoni może lekceważyć całą maszynerię,
A krowa pasąca się z pochylonym łbem, przewyższa każdy pomnik,
A mysz jest cudem, które wystarcza, aby potrząsnąć sekstylionem niewiernych,
A ja chciałbym przychodzić co wieczór, aby zobaczyć dziewczynę
gospodarza, parzącą herbatę w żelaznym czajniku i wypiekającą kruche ciasteczka.
Odkrywam, że wchłaniam gnejs, węgiel, długowłosy mech, owoce, ziarna,
korzenie jadalne,
I jestem pokryty wokół sztukaterią czworonogów i ptaków,
I minąłem to, co zostało za mną ze słusznych powodów,
Ale wołam znów do czegokolwiek, kiedy tego pragnę.
Na próżno pośpiech i nieśmiałość,
Na próżno skały głębinowe wysyłają swoje stare ciepło naprzeciw,
kiedy się zbliżam,
Na próżno mastodont cofa się pod własne sproszkowane kości,
Na próżno obiekty pozostają w oddali i przybierają rozmaite kształty,
Na próżno ocean osiada w głębinach, a wielkie potwory leżą bez ruchu,
Na próżno myszołów szuka swojego domu na niebie,
Na próżno wąż pełza przez pnącza i pnie,
Na próżno łoś zajmuje ukryte przejścia w lesie,
Na próżno brzytwodzioba alka żegluje daleko na północ, na Labrador,
Podążam za nią szybko, wspinam się do gniazda w szczelinie skalnego urwiska.



Walt Whitman


niedziela, 18 lutego 2018

Siostry

W związku z tym, że  "jaki jest słoń każden widzi"  napiszę tylko, że obrazek powstał na podstawie zajumanej z netu fotki samego Pawła Pawlaka. A co! Jak kraść to miliony.