niedziela, 19 marca 2017

Tekst Joanny Olech




Jadę ze swoją menażerią na Targi Książki do Poznania   gdzie w dniach 24-26.03.2017 ma się odbyć moja wystawa w ramach cyklu -uwaga- uwaga- "Mistrzowie Ilustracji".

Zgodziłam się chyżo, zanim Organizatorzy  zdążyli się głębiej nad moją kandydaturą zastanowić.


Ulubione prace z ulubionych książek. Pojemne doprawdy mam serce, bo ilustracji będzie grubo ponad setka. Z kolekcji Dziecka  z  Dzikoludka   Pana Kuleczki  Chichotnika  Cudownej Studzienki   Drzewek szczęścia  Królowej Śniegu  mojej  pierwszej księgi pojazdów     mojego pierwszego alfabetu     Osieckiej dzieciom , ilustracje ze  Świerszczyka  i ze Spacerkiem przez rok i z książki Wawel- Zamek Tajemnic .




I wiecie co?-Joanna Olech- napisała o mnie taki tekst do katalogu. Wzięłam się i wzruszyłam:


"Gdzieś między czwartym, a szóstym rokiem życia Ela Wasiuczyńska postanowiła, że zostanie ilustratorką książek dla dzieci. Jak postanowiła, tak zrobiła, co nie powinno dziwić u osoby obdarzonej stalową wolą i mrówczą pracowitością. Po drodze - bagatela! - wystarczyło kupić pędzelki i skończyć studia na krakowskiej ASP, a potem osiąść w podkrakowskich Węgrzcach, w domu z widokiem na las, zagon kapusty, zająca i sarenkę.

Krystalicznie czyste powietrze pod Wawelem (sic!) sprawiło, że Elżbieta pozostała krakowianką z wyboruDom udekorowała na własną modłę - w soczystych, tropikalnych kolorach. Podobnej metamorfozie ulegały wcześniej wszystkie studenckie mieszkania Eli i jej męża - artysty malarza (z racji postury zwanego Panem Yeti*). Meble i ściany poddane zostały bezlitosnej obróbce - nudne, mieszczańskie politury i bure lamperie zniknęły pod warstwą świetlistej farby. Kolor jest religią tej pary - rządzi w domu niepodzielnie. Kobaltowa sypialnia, jaskrawożółta kuchnia, pomarańczowa łazienka...- wchodząc, czujemy się gośćmi Pana Kuleczki. To nie przypadek - artystka do ilustrowanych przez siebie książek targa własne meble, sprzęty i poduszki. Świat wykreowany na użytek literackiej fikcji i realne otoczenie Elżbiety zlewają się w jedno - Wasiuczyńska nosi sukienki swoich bohaterek, "pożyczają" sobie wzajemnie torby i korale. Kaczka Katastrofa panoszy się w salonie artystki, pies Pypeć śpi na niebieskiej sofie... Uważny obserwator wyłowi z książek na wskroś "wasiuczyńskie”, prywatne fanty ilustratorki. Garnki, kubki, pościel, doniczki... każdy przedmiot w domu dwojga malarzy poddany jest kolorystycznej regule, która czyni ich prywatną przestrzeń wyjątkową. Ta niezwykła umiejętność narzucania światu swojego estetycznego porządku bywała przydatna - Elżbieta przez wiele lat projektowała ubranka dla marki "endo" i dekoracyjne gadżety do dziecięcych pokojów. Nieletni krewni i przyjaciele, ubrani od stóp do głów, do dziś wspominają te czasy z rozrzewnieniem.

Elżbieta ma rzadki kolorystyczny dar - obstając przy kolorach czystych, łączy je w tak wyrafinowane kombinacje, że dają efekt świetlistości, bez pstrokacizny. W jej malarskich ilustracjach światło odgrywa znaczącą rolę - wiosenne plenery, ukwiecone łąki, połyskliwe jeziora... - to wszystko buduje atmosferę błogiego lenistwa i bezpiecznego, dziecięcego raju. Z książki na książkę paleta Elżbiety rozszerza się o kolejne kolorystyczne eksperymenty - energetyczne, nasycone, jak patera soczystych owoców.

Pośród ilustratorów są: "malarze", "rysownicy", "architekci książki"... Elżbieta z pewnością należy do tych pierwszych, ale ma przy tym umiejętność dowcipnego charakteryzowania rysunkiem swoich bohaterów. Zażywne paniusie, chude dziewczątka, dranie spod ciemnej gwiazdy, przebiegli złoczyńcy, zarozumiali władcy... - na pierwszy rzut oka rozpoznajemy typy i typki. 

Talent do skrótu, karykatury, łączy się z inną zaletą artystki - poczuciem humoru. Elżbieta Wasiuczyńska jest bystra, dowcipna, ma ucho do słownych szarad i językowej żonglerki. Znajdziemy na to liczne dowody w ilustracjach i drugie tyle na autorskim blogu Eli http://wasiuczynska.blogspot.com/
, gdzie w krótkich, komicznych postach komentuje swoją ilustratorską robotę. Fani bloga wyczekują niecierpliwie na kolejne wpisy, bo graficzka odsłania sekrety warsztatu, ujawnia etapy powstawania ilustracji i zaplecze pracowni, zapełnionej pudłami tęczowych nici, wielobarwnych paciorków, polarowymi skrawkami, które za chwilę przybiorą kształt bajecznie kolorowych, wyszywanych ilustracji.

Elżbieta Wasiuczyńska ma wielki talent do przyjaźni - jest uważna i szczodra, przyjaciół rozpieszcza, obdarowuje zabawnymi liścikami. Wytrwale koresponduje na papierze, starannie dobierając papeterię i dekorując ją własnymi rysunkami, które stają się cenną pamiątką.

Wszystko, co robi Elżbieta Wasiuczyńska, jest integralne i do trzewi "własne" - jej artystyczne wybory nie są kwestią chwilowej mody, czy koniunktury, ale są z ducha "wasiuczyńskie"- stylistycznie spójne, rozpoznawalne, niepodobne do innych... Z każdym nowym ilustratorskim zadaniem artystka wprowadza do własnego języka wizualnego kolejne głoski i wyrazy - sięga po nowe techniki, testuje narzędzia, nie tracąc jednak własnego, oryginalnego brzmienia, które tak lubimy. Nowe pomysły mnoży i aplikuje dzieciom podczas warsztatów plastycznych. Zaraźliwy optymizm, który emanuje z jej ilustracji, zjednuje Elżbiecie Wasiuczyńskiej armię małych i dużych entuzjastów."


*Pan Yeti w pełnej krasie:



A w sobotę, 25 marca, od 13:00 do 14:00  razem z Agnieszką Żelewską i Wojciechem Widłakiem i kompletem narowistych długopisów będziemy czekać na czytelników na stoisku Media Rodziny. Do zobaczenia!



32 komentarze:

  1. Najadłam się tych liter, ależ smacznie przyrządzone ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka Olech potrafi i dosolić i przysłodzić, oj tak!

      Usuń
  2. Rozumiem wzrusz... aczkolwiek ma rację pani Joanna :) do zobaczenia ponownie w Poznaniu, będę na Targach i z przyjemnością obejrzę z nowej perspektywy Wasiukowe cudeńka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak miło! Będzie dużo większy wybór prac niż na Zamku.

      Usuń
  3. Jej, jak szkoda, że Poznań tak daleko... A tekst - sama prawda i tylko prawda, ktoś musiał w końcu to napisać!
    W salonie mistrzów ilustracji
    króluje Ela W. z tej racji
    iż pędzlem oraz ściegiem igły
    stworzyła bajki niedościgły
    świat i pejzaże pełne gracji
    Wiwat! Wyrazy adoracji!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jeszcze bardzo, bardzo nieśmiało zapytam, czy ten katalog jakimś cudem będzie szerzej dostępny? Bo jak sobie pomyślę, że to można czytać i czytać i oglądać i kartkować... Uparcie wierzę w cuda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właściwie za duże słowo. To będzie katalożek. Nakład mikry, nie wiem ile dostanę

      Usuń
  5. Może uda mi się przyjechać w niedzielę na wystawę, jeśli rodzina zdoła się wychorować... Tak bardzo bym chciała.
    Tekst do katalogu jest trafiony w dziesiątkę!
    A taki katalog to rzeczywiście marzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwarcie wystawy o 11 w piątek. O katalog najlepiej pytać na stoisku Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.

      Usuń
  6. Glowa mi odpadla od potakiwania kazdemu slowu tego tekstu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie nie nieeee, ten uwielbiany przez masy organ musi być przytwierdzony do reszty kaczki.

      Usuń
  7. Podpisuję sie pod tym tekstem czterema kończynami.Joanna O.wyraziła to o czym myślimy obcując z Elą i patrząc na jej cudne wytwory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahanko ściskam do wytrzeszczu!

      Usuń
  8. "Fani bloga wyczekują niecierpliwie na kolejne wpisy"
    O, tak, tak!
    "...zaletą artystki - poczuciem humoru".
    O, tak, tak.

    I inne cytaty też: "O, tak, tak" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się podobała ta diagnoza że jesteśmy poddani w domu ortodoksyjnie surowej kolorystycznej regule. Oj, jest coś na rzeczy.

      Usuń
  9. Sama się wzruszyłam.
    I ja tę Elę znam - chlip chlip.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Baronowa w w "Pożegnaniu z Afryką " ostrzegała Ukochanego, uważaj, uwierzę we wszystko co teraz powiesz, prawda?

      Usuń
  10. "wasiuczynskie" jest wszystko, dokladnie. To slowo my juz mamy w naszych prywatnych slownikach - teraz kolej na PWN!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Jak miło wzruszać się w kolektywie!

      Usuń
    2. Cudowna rzecz - empatia :D

      Usuń
    3. No bo widzisz trafiła mię koleżanka Olech prosto w słoneczny, bezchmurny splot!

      Usuń
  12. W głowie rodzi mi się plan poprzywiązywania potomstwa do nóg od stołu na dwa dni i wyprawy nach Poznań celem złożenia hołdu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacny plan, choć nieśmiało zauważę, że ilustracje te przeznaczone są RÓWNIEŻ dla dziatek.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Elżbieto, liczyłam, że tę kwestię da się tutaj przemilczeć. ;-) Ale idąc za ciosem, niewykluczone, że tworzysz także dla mężów Twoich wielbicielek? Wtedy musiałabym odwiązać swojego od stołowej nogi i również jego zabrać...

    OdpowiedzUsuń
  15. No to teraz kochamy p. Ele jeszcze bardziej!
    Poznań. Ten to ma szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  16. Elu,
    polecam Twój blog w ramach Share Week 2017:
    https://bajdocja.blogspot.com/2017/03/share-week-2017-polecam-blogi.html

    Uwielbiam do Ciebie zaglądać.
    Pozdrawiam ciepło.

    Buba

    OdpowiedzUsuń
  17. To już nawet nie o to chodzi, że Poznań daleko, tylko o to, że na razie życie przywiązało nas do domu. A tekst - sama prawda (tam, gdzie mogę zweryfikować) :D

    OdpowiedzUsuń