Ze dwa tygodnie temu przed oczyma mojej wyobraźni pojawił się smok czule tulący jajeczko. Uszyłam, wydziubdziałam -
jest. Mimo tego, że w czasie pracy bawiłam się jak norka, a sama zwierzyna wypadła nie najgorzej, męczyło mnie, że jest tak odległa od tej przepraszam za wyrażenie WIZJI.
Podjęłam tę rękawicę ze smoczej skórki raz jeszcze.
Takimi oto narzędziami posługują się Subtelne Artystki.
Kiedy Pan Sierotka nie może znaleźć młotka albo przecinaka- na bank ukryty jest w hałdach polaru na jednym ze stołów w mojej pracowni. Ha! Tylko na którym? I w jak głębokiej warstwie geologicznej?
Tkanka miękka. A nawet można powiedzieć Tkanka Bardzo Miękka.
Skórka w kolorze khaki. Uwierzcie na słowo, że khaki- dopiero na końcu udało mi się jako tako ustawić w aparacie temperaturę kolorów. Łańcuszkiem wyściuboliłam na smoczej skórce wzór troszkę przypominający moro.
Od zeszłego tygodnia trenuję ścieg rozłupywany oraz wałeczkowy- drżyj konkurencjo!
Przy rączkach i stópkach wzorowałam się na rozwiązaniach konstrukcyjno- inżynierskich zastosowanych przez Matkę Naturę- palce mają swoje przedłużenie w śródręczu i śródstopiu. Paznokietki zatrzymujące koraliki tam gdzie trzeba, powstały z kulek zaciskowych. Nie wiem czy stosuję je zgodnie z prawidłami sztuki jubilerskiej, ale zgniecione brutalnie szczypcami działają dokładnie tak jak trzeba.
I oto
oto
przed Szanownem Państwem
promieniejący dumą i szczęściem samiec
tulący do łona owoc swych lędźwi.
Co się wykluje z tego jaja- jeszcze nie wiem.
Ale jakby co - dowiecie się na pewno!